środa, 11 marca 2015

Gratulacje dla redakcji tvn24.pl


- Rosja uśmierciła i tak martwy traktat. Dlaczego informuje o tym właśnie teraz?

- Mikrofon czy lampka? Minister postanowił sam się doświetlić

- Gdy zabrudziła pościel, przewijały ją
 inne matki. Gdzie były pielęgniarki?

- Porachunki gangsterskie
 z narkotykami w tle?

- Musztra w szkole, zaklejanie ust taśmą? Rzecznik Praw Dziecka: myślałem, że to żart

- Ubierała Kaczyńskiego, ocenia Komorowskiego. Garnitur do obory to wpadka?

- Zniknie bat na niepłacących alimenty?

- Koniec gwiazdy "Top Gear"? Jeremy Clarkson zawieszony za "burdę" z producentem

- Biało-czerwone Final Four? Polskie drużyny krok od historii

--------------------------

Tak, to lista nagłówków z godziny 10:45, w których znalazłem znak zapytania - i to nie wszystkich, bo był jeden z cytatem z jego wysokości prezydenta ("Palec possiesz?") - a że to prezydent powiedział, a nie redaktor, to nie zaliczyłem.

Dziewięć nagłówków. Jeszcze raz, cyfrą: 9. Na ogólną liczbę 44.

To portal filozoficzny, zadający pytania i dociekający, czy prawda to piękno, czy informacyjny, czyli taki, który, bo ja wiem... Może ma podawać jakieś fakty..?

W każdym razie, droga redakcjo tvn24.pl:

Mnie pytacie? A skąd ja mam wiedzieć? Ale spoko, włączę Polsat News, i jak tylko się dowiem, to dam Wam znać.

poniedziałek, 9 marca 2015

Niezależność - to brzmi dumnie.

Rozważmy grę niezależną. Taki "Rimworld" na przykład.

Sama gra polega na tym:
- Obca planeta.
- Ląduje na niej trójka kolonistów (każdy ma swoje umiejętności, upodobania i cechy charakteru).
- Wykorzystując dostępne materiały, muszą przetrwać.
- Robią to, budując sobie schronienie, broń, źródło energii elektrycznej, w końcu nawiązują wymianę handlową z kosmicznymi handlarzami i lokalnymi mieszkańcami, opracowując nowe technologię, itd.
- Do trójki kolonistów powoli dołączają następni - niektórzy z własnej woli, inni niekoniecznie.
- Całość ma prostą oprawę graficzną i dźwiękową.

Proste prawda? Nawet jakby zbyt proste...

Tyle że gra wciąż się rozwija. To tak zwany wczesny dostęp. Alpha Build - czyli przed nami jeszcze wersja Beta gry, a dopiero potem "finalny" produkt. Co jakiś czas wychodzi nowsza wersja programu - nowy build. Przybywa rzeczy, które mogą się wydarzyć, rzeczy, które można wynaleźć, zbudować... Gra rośnie, niczym roślinka doniczkowa, regularnie podlewana pieniędzmi graczy.

*

I teraz ciekawa rzecz: gra jest wydawana niezależnie. Rozwoju nie wspiera żadne wielkie studio. Na początku grę tworzył jeden człowiek - plus zakontraktowana dwójka podwykonawców, jeden od grafiki, drugi od muzyki. I tyle.

Zrobienie gry wymaga poniesienia pewnych kosztów. Inwestycji. Jak można sobie na to pozwolić, kiedy działa się w pojedynkę, a kredytu na coś, co równie dobrze może okazać się hitem jak klapą nikt przy zdrowych zmysłach nie zaciągnie (a żaden sensowny bank nie udzieli)?

Co zrobił autor? Jak pisałem, wczesny dostęp.

Gracze płacą cenę, jak za ukończoną grę, a dostają nieukończoną i obietnicę, że praca wciąż trwa, a produkt zostanie ukończony.

*

To w sumie mały cud.

Gdybym teraz ogłosił, że piszę książkę, ale żeby się na niej skupić, nie mogę martwić się takimi pierdołami, jak rachunki, więc kochani, jeśli chcecie, żebym ją napisał, dajcie mi forsę, a w zamian wyślę wam te kawałki manuskryptu, które są już napisane, no i jak powieść będzie ukończona, to dostaniecie własny egzemplarz, a jeśli ktoś da mi naprawdę dużo forsy, to nazwę jego imieniem którąś z postaci - gdybym tak zrobił, roześmialibyście się mi w twarz.

A w świecie gier "indie" coś takiego to codzienność.

Max Bialystock byłby wniebowzięty.

*

Takich gier jak Rimworld jest mnóstwo (nie tyle w sensie kolonizowania obcej planety, ale w sensie wczesnego dostępu).

Niektóre są totalnie niezależne, inne można znaleźć w serwisie Steam (gdzie też są niezależne. Ale na Steamie, więc na przykład nie można pakować do nich zdjęć z golizną, choć przemoc nie stanowi tematu tabu. Zabawna ta moralność). Niektóre z nich odniosły sukces na Kickstarterze - wydawać by się mogło, że forsa z Kickstartera wystarczy, aby wyprodukować grę, ale jednak nie, jednak trzeba iść w model wczesnego dostępu.

*

Nie chcę tutaj naruszyć dobrego imienia autora Rimworld. Jak na razie nie zrobił nic, co dawałoby mi do tego podstawy.

Jest jednak coś, co mnie niepokoi.

Na stronie www Rimworld jak byk widnieje informacja, że sprzedano już ponad 65 000 kopii.
Najtańszy pakiet kosztuje 30 dolarów.

Policzmy...

Milion dziewięćset pięćdziesiąt tysięcy dolców.

1950000$.

A to tylko najtańsze pakiety - dla majętnych graczy są dostępne nawet takie za 200$.

OK, twórca gry musiał zapłacić za hosting strony, komputery zjadły prąd, trzeba było zapłacić osobie od grafiki i tej od muzyki, na pewno odpowiednia skarbówka dopomniała się o swój haracz... Ale wciąż - to nie są jakieś drobne pieniądze.

Teraz to, co mnie martwi: wkrótce ludzie przestaną kupować kopie gry.
Autor przestanie zarabiać.
A gra jest nieukończona. Nawet nie jest w Becie.

Tylko pragnienie zachowania dobrej opinii wśród klientów (graczy) może utrzymać autora przy pracy nad grą, która już nigdy nie zarobi ani dolara.

*

Oczywiście, jest sposób na przedłużenie żywotności gry: DLC i expansion pack. Ale żeby to się udało, gra powinna być ukończona.

*

Powtórzę jeszcze raz: nie zarzucam tutaj nic złego autorowi Rimworld. Właściwie wybrałem go jako obiekt do rozważań tylko dlatego, że widziałem filmiki na jutjubie pokazujące gameplay, a na oficjalnej stronie gry jest informacja o liczbie sprzedanych egzemplarzy gry - co pozwoliło mi się doliczyć tych blisko dwóch milionów baksów.

Ludeon i Rimworld są w porządku.

Ale na Steamie można bez większego trudu znaleźć gry, których autorzy zgarnęli forsę za wczesny dostęp, po czym odsprzedali za grosze jakimś naiwniakom prawa do dalszego rozwoju programu, a sami zniknęli, zostawiając graczy bez forsy i z niedokończoną grą. Która taką pozostanie, bo nowi właściciele projektu już nigdy nie zarobią na nim ani dolara - więc czemu mieliby inwestować czas i zasoby w dalszy rozwój trupa?

*

W świetle moich ostatnich rozważań o opracowaniu sensownego kantu, dochodzę do wniosku, że muszę zmienić działalność.

Muszę zrobić grę komputerową.

Nawet nie całą grę, tylko taki kawałek, który będzie wyglądał, jakby działał.

A potem Kickstarter. I wczesny dostęp. Albo chociaż Patreon.


Jak trudne może być zrobienie gry? Jeśli w perspektywie majaczą dwie bańki zielonych - wszystko jest możliwe.

niedziela, 8 marca 2015

Ósmy marca

Kiedy dawno temu znalazłem się w tym ciemnym i zimnym miejscu, z którego jedyną drogą ucieczki wydaje się pętla i solidna gałąź, dziewczyna mojego kolegi powiedziała mi coś, co sprawiło, że nie zawiązałem pętli.
"Tacy jak my, z rozbitych rodzin, są zwyczajnie twardsi."
Uwierzyłem jej - ale wtedy byłem nastoletnim matołem. Teraz myślę, że nie miała racji, nie na dłuższą metę - ale teraz jestem dużo starszym, regularnym głupcem.
Innym razem, kiedy znowu zrobiło się koło mnie zbyt ciemno i zimno, rzuciła mnie moja Największa, Jedyna i Prawdziwa Miłość. Nie poszedłem na tory pod Intercity, bo wiedziałem, że ta farbowana jędza uzna, że skończyłem ze sobą, bo nie potrafiłem bez niej żyć.
Nie mogłem dać jej takiej satysfakcji.
Miałem kiedyś koleżankę - i bardzo chciałem być dla niej kimś więcej, niż tylko kolegą. Kłopot polegał na tym, że ona potrzebowała w swoim życiu co najmniej trzech mężczyzn: jednego, z którym sypiała, jednego, którego kochała na zabój i jednego, który służyłby za ścianę płaczu o każdej porze. Mnie przypadła rola tego ostatniego.
Kiedy się w końcu zorientowałem w powyższej sytuacji, odkryłem w sobie nowe pokłady gniewu. Na nią, oczywiście, bo łatwo za cokolwiek obwiniać odtrącającą kobietę, ale też na siebie - bo okazałem się tak żałosnym i zaślepionym kretynem.
Ponieważ dźganie przechodniów na ulicy nożem jest nielegalne, musiałem znaleźć sobie inny sposób, aby jakoś ten gniew wypalić.
Wymyśliłem pseudonim. Zacząłem pisać recenzje filmów i wylewać z siebie żółć. W sumie dobrze się bawiłem.
Próbuję tu powiedzieć, że gdyby nie kobiety, nie byłbym tym człowiekiem, którym się stałem. Gdyby nie kobiety, wcale by mnie nie było.

Innymi słowy:


Drogie Czytelniczki, składam Wam najlepsze życzenia z okazji Dnia Kobiet.

środa, 4 marca 2015

Znacie je, kochacie je... Nagłówki!

Nagłówki z tvn24.pl, tak między 13 a 14.

- Najważniejszy wojskowy w USA: absolutnie powinniśmy rozważyć dostarczenie Ukrainie broni
Bo za każdym razem, jak to robiliśmy, dobrze wychodziło. Mudżahedini, Contras... Same sukcesy.

- Ambasador Rosji: nie było aneksji Krymu,
 a Moskwa grozić Polsce nie ma zamiaru
Trzeba było zadać najpierw pytanie z grupy kontrolnej: panie ambasadorze, jaką mamy datę? Ciekawe, co by odpowiedział.

- 15-latek jechał rowerem, zginął od ciosu nożem. "Nie miał szans, by się obronić"
I dlatego powinno się zdelegalizować noże. A potem widelce. I łyżki. A w końcu rowery.

- Putin: zabójstwo Niemcowa ma polityczny podtekst
A ja myślałem, że to było zwykłe samobójstwo...

- Czeczeńscy separatyści: trop w sprawie zabójstwa prowadzi do Kadyrowa
Czeczanland Yard i ich prowadzący detektyw Czeczenlock Holmes nie mają wątpliwości.

- "Jeśli ktoś się nie szczepi, to można powiedzieć, że jest głupi"
Jeśli ktoś się nie szczepi, to można powiedzieć, że wcześniej czy później będzie martwy.

- W internecie chciał sprzedać swoją nerkę. Został zatrzymany
Pewnie pochodził zza granicy i nie opłacił cła za wwiezioną do kraju nerkę, na której chciał zarobić.

- Modlitwa przed lekcjami? "Nikomu nic
 się nie stanie, jak dzieci się pomodlą"
Tym bardziej nikomu nic się nie stanie, jak się, kurwa, nie pomodlą.

- Stracił panowanie nad kierownicą, skasował cztery auta
Zaryzykowałbym śmiałe stwierdzenie i powiedział, że stracił panowanie nad całym samochodem.

- Uwaga, nieubłaganie nadchodzi wiosna!
Jeśli ta informacja pochodzi od ambasadora Rosji, jeszcze nie chowałbym do szafy ciepłego kożucha.

- Selekcja imigrantów na Wyspach. Nowe pomysły Farage'a uderzą w Polaków?
Wreszcie znak zapytania. A jeśli uderzą (tzn. jeśli UKIP wygra wybory) - będzie to ironia losu na skalę kontynentalną. Ci wszyscy Polacy, którzy spieprzyli na Wyspy przed PiSem, gdy bliźniacy byli u władzy, zostaną wydymani przez brytyjski odpowiednik PiSu.

- Satelita Pentagonu eksplodował
 na orbicie. "Nieprzewidziane zdarzenie"
A ja myślałem, że Pentagon specjalnie wysadził swoją zabawkę.

- Jest możliwe życie bez glutenu? Zobacz, jak by wyglądało
Naprawdę, cieszy mnie ten kant z glutenem - potwierdza moje zdanie o ludzkości jako takiej.

- Koniec ze ściąganiem. Program antyplagiatowy w gimnazjach i liceach
Po wprowadzeniu programu odsetek osób z jakimkolwiek wykształceniem spadnie do jakiś pięciu procent populacji.

- "Kiedy ją gwałcono, nie powinna była się opierać. Powinna była siedzieć cicho"
Znowu Korwin-Mikke?

- Średnia, czyli jaka? Naukowcy już wiedzą, ile ma przeciętny penis
Cholera, ja nawet nie wiem, ile ma mój. Jakoś przez całe życie nie czułem potrzeby dokonywania pomiarów...

- Pół miliona zł na polską grę
Ten nagłówek wymieniam jako subtelną zajawkę tematu growo-finansowego, którym będę się zajmować w najbliższych tygodniach. Przeznaczenie? Znak od Cthulhu?

Na żadnym z powyższych, nawet tym o penisie, nie kliknąłem. Czego i Wam życzę... No dobrze, jak BARDZO chcecie, kliknijcie sobie na ten o penisie. Pewnie wyjdzie jakieś 12-13 centymetrów w stanie wzwodu (wiem, bo czytałem książkę Mary Roach).

BTW, wiecie, jak NASA rozwiązała problem kompleksów penisowych? Astronauci sikają do specjalnego urządzenia, które musi dość dokładnie pasować do członka. Urządzenie występuje w dwóch rozmiarach: Dużym i Bardzo Dużym.
Po problemie.

wtorek, 3 marca 2015

poniedziałek, 2 marca 2015

Zdradzę Wam sekret...

Pospolita kradzież najczęściej sprowadza się do tego, że należy odwrócić uwagę ofiary (Za tobą!) i zabrać jej pieniądze.
Są różne warianty powyższej sytuacji - może ofiara nie zwraca uwagi na to, że ktoś właśnie wychodzi z jej mieszkania z wszystkimi kosztownościami, ponieważ akurat wyjechała na wakacje do Hiszpanii? W każdym razie, kiedy ofiara nie patrzy, traci majątek.

*

Oszustwo to wyższa szkoła jazdy.
Trik polega na tym, żeby zachęcić ofiarę, aby dobrowolnie oddała swoje pieniądze, w zamian nie dostając nic wartościowego.
Solidne oszustwo to takie, kiedy ofiara nawet jak się połapie, że została wydymana, nie jest w stanie zgłosić się na policję - bo nie ma podstaw prawnych do wszczęcia postępowania.

*

Wybitny kant to taki, kiedy ofiara daje kanciarzowi forsę i nigdy się nie orientuje, że jest dymana.

*

Próbowałem już w życiu uczciwej pracy - bolą od niej mięśnie, stres ściska żołądek, a gratyfikacja nie jest godna poniesionego wysiłku.
Pora opracować kant - może nie od razu wybitny, ale choć w miarę solidny.

*

"Daj mi swoją forsę" raczej nie zadziała - to nawet nie kant, to zwykłe żebranie.

*

"Dajcie mi forsę, a coś wam powiem" - trochę lepiej, ale za mało, aby zachęcić ofiarę. Poza tym żądanie pieniędzy jest zbyt brutalne.

*

"Zdradzę wam sekret, jeśli dacie mi kilka złotych na obiad" - jeśli powiemy to tysiącowi przypadkowych przechodniów, kilku pewnie da po złotówce, tak dla świętego spokoju.
Nie utrzymałbym się z tego, trzeba myśleć dalej.

*

Jak podnieść odsetek tych, którzy zaczepieni dadzą parę groszy? Sekret musi być atrakcyjny. Czego absolutnie nikt nie wie? Co chcemy wiedzieć? Czego nie da się sprawdzić (a zatem, nie da się udowodnić kłamstwa)?

"Zdradzę wam sekret tego, co dzieje się z nami po śmierci. Podzielę się z wami tą wiedzą nieodpłatnie - ale z żalem muszę zaznaczyć, że jestem chory i ubogi, jeśli możecie podzielić się ze mną kilkoma groszami, będę niezmiernie wdzięczny" - nieźle, ale wciąż potraficie wyczuć kant, prawda?
Kombinujmy dalej.

*

"Wiem, czego się lękacie. Wiem, że chcecie spotkać tych, którzy już odeszli. Wiem, że cierpicie. Wiem też, że wszystko będzie dobrze - otóż istnieje potężna istota, która stworzyła Świat i sprawuje nad nim nieustanną pieczę. Ta istota życzy nam wszystkim jak najlepiej. I jeśli będziemy grzeczni, w nagrodę spotkamy się z tymi, których straciliśmy - chyba, że ich nie lubiliśmy, wtedy nie musimy się obawiać pośmiertnego spotkania, bo te bydlaki są w jakimś innym miejscu, takim, do którego po śmierci idą ci, co byli niegrzeczni. Mam bezpośredni kontakt z tą istotą. Mam podręcznik, napisany przez tę istotę - i po wielu latach studiów, jestem jednym z nielicznych, którzy potrafią go zinterpretować. Jeśli chcecie cokolwiek wiedzieć, jeśli potrzebujecie pocieszenia i zapewnienia, że wszystko NAPRAWDĘ będzie dobrze - przyjdźcie do mnie i wpuśćcie wspomnianą wyżej istotę do swych serc. Widzimy się za tydzień - przy wyjściu jest świnka-skarbonka, zbieramy co łaska na remont dachu i nowe krzesła".

Genialne.

Mam nadzieję, że nikt mnie nie ubiegł, bo ten interes to żyła złota... Cholera, może nie powinienem się dzielić tym pomysłem publicznie..?