poniedziałek, 26 października 2015

Komentarz do sytuacji bieżącej.

Gdybym dzisiaj poszedł do lekarza i usłyszał:

- Ma pan raka z rozległymi przerzutami, zostało panu kilka miesięcy życia.

... odetchnąłbym z ulgą.

poniedziałek, 19 października 2015

Za rogiem jest dużo lepszy Wszechświat...

Dawno, dawno temu, napisałem, że filmowe i książkowe horrory mnie nie straszą. Bo i czego tu się bać?

Jakiś bagiennych, kazirodczych rednecków? Kobiety z sześcioma sutkami? Przeklętej kasety wideo? Podróżujących wozami kempingowymi wysysaczy lśnienia?

Cóż, filmy mogą jeszcze próbować na mnie "jump scare'ów". Jest cicho, spokojnie... JEBUDU! Jak coś nagle rypnie, jak ktoś pieprznie w klawiaturę yamahy, jak w kadr wskoczy zombiak - fakt, mogę się wzdrygnąć. Ale, do cholery, to tak jak machnięcie komuś przed twarzą - fakt, że działa odruch i ktoś się uchyla albo chociaż mrugnie, nie znaczy, że boi się dłoni.

W końcu przeczytałem coś, co mnie przestraszyło. Co interesujące, nie był to horror, a sci-fi.

Pewne opowiadanie sygnowane nazwiskiem Alastair Reynolds.

Chodzi o kwanty.

Okay, za każdym razem, kiedy coś się dzieje i możliwe są różne wyniki tego zdarzenia, istnieją różne światy - tak, aby każdy możliwy wynik miał swój własny świat, w którym, no cóż, zaistniał.

Czyli światy równoległe. Znamy, widzieliśmy filmy, seriale, itd.

A teraz...

Powiedzmy, że żyje sobie pewien człowiek. Nazwijmy go, zupełnie przypadkowo, Kaspar. Ten człowiek, w ciągu swojego życia, co jakiś czas unika śmierci - nie wsiadł do auta prowadzonego przez pijaka, rozejrzał się, zanim wszedł na jezdnię... Każdego to spotyka, nie tylko Kaspara.

Ale na każdego Kaspara, który zatrzymał się przed jezdnią, przypada Kaspar, który jak ostatni debil wszedł pod koła TIRa.

Za rogiem jest świat, w którym nikt na Filmwebie nie pisał oburzonych komentarzy pod recenzją "Conana" - bo Kaspar zmarł, zanim ją napisał.

Zabawne, ale jest pewna konsekwencja tego rozumowania, o której poważni fizycy jakoś nie wspominają - a czyni to w swoim opowiadaniu Reynolds.

Zastanów się Czytelniczko, zastanów się Czytelniku.

Ile razy zdarzyło Ci się otrzeć o śmierć?

Jeśli chodzi o mnie...

Zapalenie płuc i następujące po nim powikłania w dzieciństwie.
Zabawy z petardami, prądem i miotaczami ognia domowej roboty.
Pożarcie jakiś zerwanych bez nadzoru grzybów.
To samo z jakimiś jagodami.
Usterka instalacji gazowej w łazience.
Zatkany przez durnych robotników komin gazowy - uratował mnie czujnik spalin w Junkersie.
Rozszczelniona instalacja LPG w samochodzie.
Tuziny wypadków drogowych, unikniętych o włos...
Najróżniejsze głupoty, które robiłem po pijaku...

A to tylko te rzeczy, o których pamiętam i o których nie wstyd mówić mi publicznie...

W każdym z tych przypadków, w jakimś świecie równoległym, zmarłem.

Ale tutaj, teraz, skoro to piszę - kulka mojego istnienia wciąż toczy się po tej nieustannie rozgałęziającej się drodze, uparcie wpadając w te koleiny, które oznaczają przeżycie.

Całkiem możliwe, że jestem nieśmiertelny.

Oczywiście, z Waszego punktu widzenia jestem śmiertelnikiem. Powiedzmy, że jutro palnę sobie w łeb. W większości Waszych światów równoległych kula roztrzaska mi czaszkę, a mózg zabryzga najbliższą ścianę.

Ale w moim świecie równoległym nabój okaże się niewypałem. Nie umrę.

Zdiagnozują u mnie raka? W Waszych światach nowotwór mnie wykończy. W moim naświetlania i chemia będą skuteczne. Albo okaże się, że diagnoza była błędna...

Starość? To interesujący problem. Widzę dwie możliwości.
- Mój mózg nigdy się nie zestarzeje, wskutek jakiejś anomalii genetycznej. Będę żyć w nieskończoność, podtrzymywany przez maszyny, zastępujące kolejne organy. Jako pierwsza pewnie zdechnie wątroba...
- W końcu moje neurony się wypalą... ale nastąpi to w najpóźniejszym, biologicznie możliwym terminie... bo w końcu nie będzie alternatywy. Nie będzie szansy na uniknięcie śmierci, więc nie będzie takiego świata, w którym bym jej uniknął. To logiczne, ale warto powiedzieć to na głos.

Swoją drogą... W przypadku drugiej możliwości... Kiedy ja przestanę istnieć, co stanie się z tym światem, który tak starannie utrzymuje mnie przy życiu? Też się skończy?

Mniejsza z tym.

Oczywiście, nie jestem lunatykiem, wierzącym we własną nieśmiertelność. Na co dzień wierzę, że wcześniej czy później (jeśli nie będę się rozglądał przed wejściem na jezdnię, to zdecydowanie wcześniej) proces zwany moim życiem ustanie. Będę niczym papuga ze skeczu Monty Pythona.

Ale czytając tekst Reynoldsa, przywołałem te wszystkie razy, kiedy o mało nie umarłem. Kiedy istniała realna możliwość, że zginę.

Sporo tego było.

I tak przez jakąś sekundę, zanim zdrowy rozsądek znowu się włączył, byłem naprawdę przestraszony.

Wy też powinniście być. Bo jeśli każde z Was żyje we własnym świecie, nieustannie tylko ocierając się o śmierć, patrząc, jak wszyscy naokoło umierają, bez możliwości ucieczki...

No, chyba że naprawdę wolicie się bać Stukostrachów, Szatana i Poltergeistów. Ale... ile razy zetknęliście się z duchem? A ile razy uniknęliście śmierci?

"Zero" do "Rany, nie mam pojęcia, ale mnóstwo".

Możliwe, że każde z nas utknęło tutaj na dłużej.

poniedziałek, 12 października 2015

Lucy

Obejrzałem "Lucy".

Nie jestem pod wrażeniem.

Jeszcze przed chwilą chciałem napisać coś w stylu recenzji, ale właśnie mi przeszło.

Powiem tak: twierdzenie, że wykorzystujemy 10% możliwości naszych mózgów jest bzdurą. Wierzą weń tylko osoby, które mają mózg sprawny w 10 procentach. Próba opierania na tej głupocie scenariusza jest obrazą dla intelektu widza. Ale mniejsza z tym, to przecież tylko głupi film, nie pierwszy i nie ostatni.

Prawdziwy problem z "Lucy" polega na tym, że film jest obrzydliwą, bezwstydną i płytką podróbką "Akiry".

Jak to się stało? Przecież Luc Besson potrafił kiedyś pisać w miarę ciekawe scenariusze. Fakt, niektóre były infantylne, ale przynajmniej nie były kiepskimi plagiatami.

A taki "Leon" był naprawdę niezły.

Choć miał jeden zasadniczy problem...
Otóż Matylda, wyszczekana dwunastolatka, ma zwyczaj oglądać Transformersy.
Nie wierzę, że mogła istnieć dziewczynka, która lubiła w ten sposób spędzać czas.
Cała reszta filmu podchodzi pod "suspension of disbelief".

Wracając do "Lucy". Po zastanowieniu, doszedłem do wniosku, że miała jedną zaletę: trwała około półtorej godziny, a nie trzy, jak niektóre współczesne adaptacje komiksów. Ale to nie znaczy, że warto marnować na nią czas.
Lepiej sięgnąć po oryginał i powtórzyć sobie "Akirę".

poniedziałek, 5 października 2015

Ja będę zdrów, z pewnością, lecz nie dziś

Bądź jak Kloss - zapłać abonament wcześniej, z góry, w całości.

Wstawaj przed południem. Bądź produktywny. Nie pal. Nie pij. Nie jedz chipsów. Nie jedz słodyczy.

Zrób prawo jazdy. Płać za parkowanie w strefie. Za wiek auta. Zmieniaj opony na zimowe. Zapinaj pasy. Zatrzymuj się przed przejściem dla pieszych. Wymieniaj dokument co pięć lat, płać za zdjęcia, badania lekarskie, znaczek skarbowy, złożenie wniosku.

Pamiętaj o Dniu Bez Samochodu.

Kup Audi albo VW. Koniecznie srebrny metalik.

Oglądaj Teleexpress. Śmiej się z gry słów. Bój się terrorystów, Rosjan, muzułmanów, globalnego ocieplenia i glutenu.

Słuchaj Golców, Eneja, Ewy Farnej, Sylwii Grzeszczak, a w Sylwestra - obowiązkowo Bajmu. Uwielbiaj Amy Winehouse, nawet jeśli nie słyszałeś w życiu jej ani jednego utworu.

Marz o służbowym samochodzie, mieszkaniu na ogrodzonym osiedlu, urlopie nad Morzem Śródziemnym.

Nie trać czasu na szukanie miłości. Poczujesz jakiekolwiek piknięcie na widok kogoś płci przeciwnej - natychmiast bierz się do dzieła.

Weź ślub. Wypraw wesele, na którym będzie grać disco-polo. Zrób dziecko. Rozwiedź się. Płać alimenty. Widuj dziecko raz na tydzień. Natychmiast znajdź sobie kogoś nowego, żeby tylko łóżko nie wystygło.

Oglądaj Voice of Poland. Głosuj na tego, kto wykonał twoją ulubioną piosenkę.

Lajkuj nas na Fejsie.

Rób sobie selfie.

Płać podatki, nie pyskuj i głosuj na tych samych ludzi, którzy tobą rządzą od dwudziestu z górą lat.

Nie obrażaj uczuć religijnych.

Segreguj śmieci.

Jeśli ci źle, znajdź sobie psychiatrę.

Na Wigilię jedz karpia.

Oglądaj "M jak Miłość" i dyskutuj o problemach bohaterów.

Nie zapomnij lajkować nas na Fejsie. I nie zaniedbuj Twittera.

W niedzielę idź na Mszę. Nie musisz wchodzić do środka, bo ministrant z koszykiem wychodzi na zewnątrz - na tacę daj co najmniej 20PLN.

W długi weekend jedź nad wodę. Grilluj.

Czytaj "Harry'ego Pottera", "Wiedźmina", Grocholę, Coelho i księdza Twardowskiego.

Na ścianie powieś portret św. Jana Pawła Drugiego.

Zwolnij, 10 mniej ratuje życie.

Oglądaj kabarety. Lajkuj Wójcika, Górskiego i spółkę na Fejsie.

Koś swój trawnik.

Jeśli chodzi o filmy, zdaj się na opinię Torbickiej.

Odśnieżaj chodnik.

Zbadaj się pod kątem nowotworu.

Nie ubieraj prawdziwej skóry i prawdziwych futer.

Pij mleko.

-----

Naprawdę, ja nie prosiłem się na ten świat.